środa, 19 wrzesień 2012 00:00

O wykresach giełdowych

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

Raz na jakiś czas mam zwyczaj przeglądać wykresy za ostatnie miesiące również innych giełd, nie tylko naszej. Warto jest przynajmniej orientować się, co się dzieje u innych, gdyż jest to już dość powszechną wiedzą, że to, co dzieje się na naszej giełdzie, jest w dużej mierze uzależnione od giełdy amerykańskiej i giełd na Zachodzie. Ale czy tak do końca? Zobaczmy.

Wykresy, które pokażę poniżej, znalazłem w poniższym linku:

http://gielda.wp.pl/kat,7092,title,AT-WIG20,wid,14937655,wiadomosc.html

Odwrotnie niż zwykle to robię, dziś pójdziemy od szczegółu do ogółu, czyli zaczniemy od polskiego wskaźnika WIG20 (największe spółki), dalej spojrzymy na CECE (czyli wskaźnik dla Europy środkowo-wschodniej), potem zobaczymy co się dzieje na DAX (giełda niemiecka), a na koniec obejrzymy S&P 500 (giełda amerykańska).

Punktem odniesienia, czyli punktem do wyciągania wniosków, będzie gwałtowny spadek na giełdach światowych (w tym również na polskiej) sprzed trochę ponad roku. Przyjrzymy się, jak sobie obecnie radzą poszczególne rynki, czy w ogóle udało im się odrobić chociaż część tych strat. Zieloną linią zaznaczę na wykresach poziom, z którego zaczęły się spadki.

Na początek, WIG20:

 WIG20

Jak widać, jeszcze sporo nam brakuje do odzyskania poziomu sprzed zeszłorocznych spadków. Nie chcę się na razie skupiać na liczbach, bardziej zależy mi na pokazaniu pewnej tendencji, jednak dla dociekliwych podaję, że WIG20 musiałby zyskać 20%, żeby wrócić na poprzedni poziom. Ale idźmy dalej.

Teraz CECE, czyli indeks giełd Europy środkowo-wschodniej:

CECE

Jak widać, tutaj jest podobnie jak u nas, jeżeli spojrzymy na rynki naszego regionu, wszędzie brakuje po około 20-30% do odzyskania poziomów sprzed tąpnięcia zeszłorocznego. A co na to Niemcy (a dokładnie inwestorzy trzymający tam pieniądze)? jak się prezentuje główny indeks giełdy niemieckiej DAX?

DAX

A tu proszę bardzo, niespodzianka. W ciągu trochę ponad roku, indeks giełdy niemieckiej wrócił do poprzedniego poziomu, i to w samym środku tzw. kryzysu "zadłużeniowego"! Z jednej strony jesteśmy codziennie bombardowani niepokojącymi wiadomościami na temat pogłębiania się kryzysu (Niemcy zresztą też), z drugiej strony inwestorzy oczekują, że będą mogli zarobić na akcjach niemieckich w przyszłości, i je kupują, nieustannie podbijając ich ceny. A teraz najciekawsze na koniec - co na to S&P500, czyli główny indeks giełdy amerykańskiej?

SP500

Tutaj mamy największą niespodziankę - mimo kryzysu i mimo postrzegania Stanów Zjednoczonych jako kraju pogrążonego w kryzysie i pogłębiającego kryzys również poza swoimi granicami, ceny akcji spółek amerykańskich doszły do poziomu sprzed ostatnich spadków i jeszcze znacząco go przekroczyły.

Co z tego wszystkiego wynika? Dla mnie najważniejszy jest jeden wniosek i jedna dygresja. Zacznę od dygresji.

Wspomniałem na początku o przekonaniu, że nasza giełda jest w 100% uzależniona od tego, co się dzieje za granicą. Z jednej strony zgadzam się z tym, że to zagranica kształtuje nasz indeks giełdowy, czyli ceny akcji spółek polskich. Z drugiej strony, patrząc na powyższe wykresy, ciężko się zgodzić z tym, że nasz indeks zachowuje się tak jak główne indeksy zagraniczne. A to jest różnica zasadnicza.

Tyle na temat dygresji, jeżeli zaś chodzi o wniosek, to pewnie już w niektórych głowach sam się wyklarował. Nie będę dochodził przyczyn, dlaczego tak się dzieje, ale jedno jest pewne - w czasie kryzysu, kapitał popłynął na rynki uznawane za stosunkowo bezpieczne. Już pisałem o tym jak inwestorzy zainwestowali duże pieniądze w nasz rynek obligacji skarbowych, postrzegając go jako bezpieczny. Podobnie postrzegali najważniejsze giełdy rynków rozwiniętych, i tam ulokowali sporą część swojego kapitału. Jednak, jak zawsze powtarzam na swoich szkoleniach, wzrosty zawsze kiedyś się kończą. Nie mówię, że na giełdzie amerykańskiej czy niemieckiej nie da się już zarobić, ale zwróćcie uwagę, ze jakaś część inwestorów już swoje zarobiła, i będzie chciała przenieść swoje pieniądze gdzie indziej. Gdzie? Nie wiem. Może na rynki wschodzące, w tym i Polskę, może na surowce, może w coś jeszcze innego, nie wiem.

To, co wiem - jak widać z wykresów powyżej i innych moich wpisów - na polskiej giełdzie jest jeszcze ogromny potencjał do wzrostów. I mam wrażenie, że nie jestem jedynym, który to widzi. A możecie mi wierzyć (albo sobie sprawdzić), że wystarczy naprawdę niewielka część kapitału w skali rynków giełdowych na świecie, żeby u nas, jak również na innych rynkach światowych, zaczęły się poważne wzrosty.

Adam Kozłowski

Ukończył Finanse i Bankowość w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, specjalizacja: Bankowość Inwestycyjna oraz Analizy Bankowe. Doświadczenie zawodowe zdobywał pracując jako analityk finansowy w jednej z największych korporacji świata – Unilever. Przygodę z inwestowaniem własnych pieniędzy rozpoczął w 2002 roku. Od tego czasu przetestował na własnym przykładzie większość możliwości, które oferuje rynek finansowy indywidualnemu inwestorowi. Zdobytą wiedzą dzieli się od 2007 roku prowadząc różnego rodzaju szkolenia oraz indywidualne konsultacje.

Artykuły powiązane